Słuchaj, OpenAI – zamierzałem być dla Ciebie wyrozumiały, żeby nie ranić Twoich uczuć, ale miarka się przebrała.
Od kilku tygodni świat nie żyje niczym innym, jak pewnym frazesem, niesionym niczym sztandar na ustach: „Koniec się zbliża!”, to znaczy ChatGPT & OpenAI zwojują świat.
Wiele ogromnych modeli językowych (LLM), z ChatGPT na czele, daje nam złudne poczucie rozumienia tego, o co je pytamy i tworzą mylne wrażenie, że są w stanie udzielać sensownych oraz adekwatnych odpowiedzi. To, co ma do zaoferowania Midjourney, czyli generowanie obrazów bazujące na tekście opisanym przez użytkownika, jest kolejnym przykładem tego, co ma do zaoferowania sztuczna inteligencja.
Gdy używamy tych nowych narzędzi bez wątpienia robią na nas efekt „wow”, bo wreszcie namacalnie możemy doświadczyć tego, co naprawdę ma zaoferowania AI…, ale czy na pewno?
Lecieliście kiedykolwiek samolotem? Takim żelaznym ptakiem, który potrafi latać. Samoloty mogą samodzielnie startować i lądować (oczywiście przy współpracy z systemem ILS) na wszystkich większych lotniskach na świecie dzięki funkcji potocznie nazywanej autopilotem, a w lotnictwie brzmiącej właściwie autoland. To zawdzięczamy sztucznej inteligencji..
Sztuczna inteligencja ma świetną passę ale trzeba i przyznać, że świetną prasę. Mało kto zdaję sobie sprawę, że Open AI wypuszczał tzw. „release’y” swojego algorytmu od kilku lat.
Dzięki AI smartfony mogą rozpoznawać tekst na zdjęciach i tłumaczyć go na dowolny język. To nie jest żadna nowość, a dobrze znana wszystkim funkcja konwersji „photo to text”.
Jeśli korzystacie z nowoczesnego zegarka typu Apple Watch, na pewno czujecie przypływ samozadowolenia, ilekroć po skończonym dniu „fitness circle” świeci się na zielono – znam to z autopsji. Natomiast zawsze, gdy nie uda się osiągnąć wyznaczonego celu, dostajecie powiadomienie, że wypadałoby się jeszcze ruszyć, zrobić trochę więcej kroków. To AI sprawia, że zegarek może Was dopingować, musztrować bądź chwalić.
Last but not least – jak zwykli mawiać Brytyjczycy, gdy chcą powiedzieć coś istotnego – chyba większość kierowców zna to poczucie ulgi, gdy podjeżdża samochodem z opłaconym biletem parkingowym do szlabanu, a ten automatycznie otwiera się przed maską, bez potrzeby podjeżdżania blisko do słupka i mocowania się z wkładaniem biletu parkingowego w kasownik przez obniżoną szybę samochodu. Komu to zawdzięczamy? Dokładnie tak. To AI czyta tablice rejestracyjne i pozwala nam ruszać szybciej.
Te przykłady można wymieniać niemalże w nieskończoność; inteligentne domy, Alexa, Siri, filtrowanie spamu w mailach, podpowiadanie końcówki zapytania, pisanego w wyszukiwarce internetowej, rozpoznawanie twarzy.
Działa to na modelach matematycznych wykorzystujących machine learning, które są z nami od wielu lat i z których korzystamy na co dzień w wielu różnych aspektach naszego życia. Dlatego komunikaty, że „AI wejdzie w nasze życie na dobre” bądź „zagości już niedługo w naszym codziennym życiu” są brednią.
W AI poruszaliśmy się lepiej niż w Metaverse, zanim ten stał się modny, a ciśnienie na wynajdywanie kryptowalut lub NFT z małpami czy miśkami zaczęło drenować kieszenie zainteresowanych.
Czym jest sztuczna inteligencja?
Co do zasady, jak wcześniej wspomniałem, sztuczna inteligencja to modele matematyczne wykorzystujące machine learning. Narzędzia, takie jak np. ChatGPT wykorzystują tzw. Deep Machine Learning, czyli opierają się na korzystaniu ze wszystkich wielkich strumieni wiedzy, jak statystyka i prawdopodobieństwo, algebra liniowa oraz dane do wytrenowania danego modelu jak sieć neuronowa, ucząca z każdym kolejnym „przeskanowanym” obiektem.
Wyobraź sobie, że ktoś dał komuś zbiory całego British Museum na stacji metra Russel Square w Londynie (serio polecam to muzeum) i skondensował wiedzę w algorytmie, który w krótkim okresie czasu jest w stanie:
- Przyswoić całą wiedzę (skan).
- Zapamiętać to, co przeczytał (zapisać do bazy danych).
- Połączyć kropki (znaleźć korelację).
- Wyciągnąć najlepszą odpowiedź (zrobić szybkiego selecta na bazie danych).
Działa trochę tak, jak typowy nastolatek – oni z reguły wiedzą wszystko sami najlepiej. Alternatywnie jak student prawa na polskim uniwersytecie – oni mają przepotężną zdolność przyswajania ogromu niepotrzebnej wiedzy w krótkim czasie między jednym, a drugim kolokwium.
Reasumując – działaniem AI (mniej lub bardziej zaawansowanego), jest przewertowanie swoich zasobów, które wcześniej zostały mu nadane, w poszukiwaniu najbardziej prawdopodobnego „efektu końcowego”, w oparciu o polecenie czy też zapytanie tekstowe. Im większy zastrzyk wiedzy (wkład), tym lepsze efekty możemy osiągać – tę samą prawdę objawioną próbowali nam wszczepić nauczyciele, tłumacząc nam, czemu musimy się uczyć.
W ten sposób OpenAI wraz z ChatGPT wykorzystuje po prostu nieopisanie dużą daną wiedzy, którą został „obdarzony” do trenowania odpowiedzi. ChatGPT jest swoistego rodzaju algorytmem, który oblicza prawdopodobieństwo dla pojawienia się danego słowa jako kolejne.
Co się więc wydarzyło, że nagle cały świat zwariował?
Nastąpiła antropomorfizacja narzędzia ChatGPT, które w swoim złożonym modelu daje fałszywe złudzenie rozmowy. Fałszywe, ponieważ rozmowa ma prawo mieć miejsce tylko, jeśli towarzyszą jej emocje – a tutaj tych emocji nie ma. Doszukujemy się w AI możliwości, których technologia nam nie dostarczy. Narzędzie, które opanowało nasze przeglądarki, jest pierwszą formą AI, którą na masową skalę możemy wykorzystywać do działań niemających tak naprawdę jeszcze większego sensu poza wymianą wypowiedzi, generowaniu zdefiniowanych obrazów czy odtwarzaniu prac na bazie przeskanowanych uprzednio istniejących już w przeszłości utworów.
Oznacza to, że model co do zasady nie rozumie zapytań, nie rozumie tekstu, nie rozumie też, co sam pisze. Tak jak wyszukiwarka nie wie, co wpisujemy, a zegarek elektroniczny nie wie, jaką godzinę wskazuje.
Napewno jesteśmy w momencie olbrzymiej rewolucji natomiast nie skoku technologicznego, który próbuje nam się wmówić.
Google dał nam dostęp do danych – specjalnie nie używam tutaj słowa „wiedza” – kto pamięta jeszcze 20 lat temu jak stawiał swoje pierwsze kroki z algorytmem wyszukiwarki? ChatGPT jest podobnym narzędziem tylko na bazie danych daje nam poczucie, że ma wiedzę i fantazję.
Mark Twain zapytany kiedyś, co sądzi na temat możliwości spełniania fantazji odpowiedział z pełną lekkością:
„Rzeczywistość prześciga wszelką fantazję, bo fantazja musi się jednak liczyć z jakimś prawdopodobieństwem”.
ChatGPT (Open AI) daje nam obietnicę spełniania fantazji, a ja chciałbym Was zostawić z przemyśleniem dotyczącym tego, czemu akurat teraz dostajemy możliwość testowania rozwiązania, gdy adaptacja technologiczna w post-pandemicznym świecie przerosła wszelkie oczekiwania.
JS
